Po książki Trudi Canavan sięgam z ogromną chęcią. Jak było tym razem?
Książka to opowieść dwóch różnych osób - Tyena i Rielle. Dlatego pozwólcie, że do każdej osoby napiszę osobną recenzję ;)
Część Tyena:
Tyen jest uczniem Akademii na wydziale archeologii. Chłopak jeździ ze swoim profesorem na poszukiwania artefaktów. Podczas jednej z takich wypraw Tyen znajduję Vellę - magiczną księgę, która kiedyś była kobietą. Chłopak nie chce oddać jej Akademii, ale pragnie znaleźć sposób, aby przywrócić Velli jej dawne życie. Niestety ta decyzja wpędza Tyena w kłopoty. Czy chłopakowi uda się zatrzymać Vellę przy sobie?
Muszę przyznać, że od razu spodobał mi się pomysł z magiczną księgą, która potrafi rozmawiać z głównym bohaterem. Tak naprawdę czytając część Tyena tylko czekałam, aż weźmie do ręki Vellę i zacznie z nią rozmawiać. Niestety, to było wszystko, co mi się podobało. Nie zaprzyjaźniłam się z Tyenem, ani nikim z jego otoczenia. Wykreowany świat był dla mnie ciężki do zrozumienia. Jest w nim dużo techniki wspomaganej magią, co jest absolutnie nie w moim typie. Było mi ciężko wyobrazić sobie te wszystkie maszyny, a kiedy już się to udawało, to ten świat wydawał mi się szary i ponury. W dodatku magia sprawia wrażenie mało dostępnej. Bohaterowie pobierają ją z otoczenia, a nie z wnętrza siebie, jak to jest w większości historii fantasy. Ciągle miałam wrażenie, że magia jest nieuchwytna, że jest jej za mało i to wywołało u mnie niechęć w czytaniu tej książki.
Część Rielle:
Rielle od dzieciństwa potrafi dostrzec skazę - pustkę, która pozostaje po użyciu przez kogoś magii. Od zawsze również wie, że używanie magii to okradanie Aniołów. W mieście pojawia się coraz więcej splamionych, których ktoś uczy używać czarów. Rielle chce znaleźć deprawatorkę i donieść na nią kapłanom. Jednak to wiążę się z ryzykiem rozgniewania Aniołów. Czy Rielle będzie w stanie tak zaryzykować?
I znowu co muszę zaznaczyć - nie przywiązałam się do żadnego bohatera. Rielle wręcz mnie irytowała. Dobrzy bohaterowie wywarli na mnie wrażenie osób, które tak naprawdę tylko udają dobrych. Czułam, że nie mogę ufać żadnemu z nich. Co więcej - w tym świecie magia jest jeszcze bardziej niedostępna niż w świecie Tyena. Pobiera się ją również z otoczenia, jednak jest to zakazane - uchodzi za okradanie Aniołów. Dlatego magii było bardzo mało, co mnie rozczarowało. Tak naprawdę z częścią Rielle męczyłam się najdłużej. Dla mnie było za mało akcji, która w dodatku toczyła się za wolno.
Podsumowując: książka "Złodziejska magia" niezwykle mnie rozczarowała. Uwielbiam, kiedy książki fantasy wypełnione są magią, czego tutaj strasznie brakowało. Pamiętam jak czytałam "Gildię magów", gdzie magia była na każdym kroku. Dlatego z chęcią sięgnęłam po "Złodziejską magię", ponieważ Trudi Canavan świetnie potrafi opisać posługiwanie się magią i ją samą. Jednak okazało się, że w "Złodziejskiej magii" było jej jak na lekarstwo. Szczególnie jeśli chodzi o część Rielle. Tam używanie magii mogłabym policzyć na palcach. Oczywiście doceniam oryginalne pomysły, ale nie było to to, czego oczekiwałam.
Polecam tą książkę, jeśli ktoś lubi fantasy i nie oczekuje dużej ilości czarów, zaklęć i magii. Niestety dla mnie była to męczarnia.

Komentarze
Prześlij komentarz